Amerykanów pomysł na kino

kategoria: Trochę kultury autor:

Amerykanie robią kino ze zlepków fragmentów filmów, które się widzom spodobały. Wyszukują je, analizują i sklecają w jedną całość.

Jeśli więc chcą, żeby para się pocałowała, szukają najlepszych scen pocałunków w filmach, które powstały do tej pory i odtwarzają tą scenę w swoim. Wybierając samochód analizują wszystkie filmy, gdzie auto odgrywało ważną rolę i kropka w kropkę wstawiają go do swojego filmu Czasem tylko zmieniają nieistotne detale. Wszystkie słowa, dykcja, gestykulacja; każda mina, sukienka, uliczka, cały klimat, są rekonstruowane z kasowych przebojów, z takich, które przyniosły zysk, rozgłos i pochlebne opinie, w tej kolejności, a najlepiej wszystko naraz. I to się w Ameryce sprzedaje, a jeśli sprzedaje się w Ameryce, to sprzedaje się i na zachodzie Europy, a za krótką chwilę u nas. Kochamy Amerykanów, podświadomie, ale ich kochamy. Niektórzy wprost, za iluzję wolność i swobody, inni pośrednio za muzykę, żarcie i gadżety, którymi się otaczamy. Kochamy USA.

Wiesz co ludzi tej pory Cię straszyło? Użyjemy tego po raz drugi, lekko zmodyfikujemy, ale zostawimy takie same emocje. Dostaniesz jako widz kolejną porcję odgrzewanego hitu, za kilka sekund następną i następną i następną. Kolaż zajebistych scen układających się we własną historię. Ile to razy widziałeś ten uśmiech, zwany nie na darmo, hollywoodzkim; a ile słyszałeś ten gruby, nieśpieszny baryton w trailerze pełnym akcji, zliczysz te wszystkie historie miłosne i dramaty wojenne? Nie wydaje Ci się, że już je gdzieś widziałeś? Nie można zarzucić takiemu filmowi plagiatu przez kilka czy kilkadziesiąt sekund sparafrazowanego filmu. Dla Ciebie przeważnie nie ma to znaczenia, bo kino to w większości rozrywka, nie dzieło sztuki. Powstają filmy wybitne, niszowe perełki i te prawdziwie zadziwiające, ale jeśli nie dostarczają rozrywki masom (lub choćby masonom) giną w tłumie innych, na którym nie zarobiono.

Użyjemy tego po raz drugi… Nie wydaje Ci się, że już je gdzieś widziałeś?

Jak więc działa amerykańska wytwórnia filmowa? Przede wszystkim postać scenarzysty przypomina raczej reseachera, niż brodatego pisarza z gęsim piórem w dłoni. Ma on pod sobą dziesiątki tysięcy stażystów, którzy po kilka godzin dziennie oglądają i zaznaczają ciekawe sceny, rekwizyty i zachowania. Nad każdą dziesiątką stażystów jest referent, który weryfikuje ich pracę i przesiewa najsłabsze propozycje. Nad każdą dziesiątką referentów, czuwa inspektor odrzucające te mało rokujące pomysły. Nad nimi wszystkimi pieczę trzyma sekretarz działu researchingu, który zbiera, segreguje i przynosi je dyrektorowi. Ten wybiera setki kilkusekundowych scen, które rozpalą publiczność do czerwoności! Wybierze każdy strój, każdą fryzurę i zachowanie, które do tej pory budziły w kinie pożądane przez nas emocje. Ukradnie słowa, spojrzenia i uśmiechy, zaczerpnie ze źródła scenerii, lokacji i rekwizytów. Stażyści piszą tu i tu, w tej, a tej minucie była scena gdzie facet w bojowym nastroju przepłynął motorówką stojąc na niej okrakiem. W połowie ujęcia motorówka znajduje się na tle wyspy, a postać rozświetla się w słońcu.
Pomysły przechodzą przez wiele sit, jeśli spodobają się wystarczającej ilości osób to pną się wyżej, aż te najlepsze trafią na biurko dyrektora. Dyrektor analizuje je, grupuje, porównuje, odrzuca i wybiera. Ma niezłą bazę scen do wykorzystania. Ma kilku bibliotekarzy, którzy znają doskonale wszystkie zbiory i jeśli scenarzysta-dyrektor mówi, że przydała by się scena rozbijana butelki o głowę, oni wyszukują pasujące sceny i przekazują scenarzyście-dyrektorowi na biurko. Ten wybiera swoją ulubioną i każe ją wyprodukować. Tak – wyprodukować, bo film to produkcja. Termin, który w polskiej kinematografii jest obcy. Film, to rozrywka, za rozrywkę płaci się pieniądze, kto dostarcza rozrywki zarabia. Czy to takie trudne? Tu (znaczy się w USA, w którym nigdy nie byłem) się na kinie zarabia ogromne pieniądze.
Film, to rozrywka, za rozrywkę płaci się pieniądze, kto dostarcza rozrywki zarabia.
Jeśli uzbierasz 150 baniek, wiesz że zarobisz przynajmniej 400! Zwrot jest pewny i za cztery lata pracy masz zwrot kapitału + 166% zysku! Kasę od inwestorów pożyczyłeś na 100%. Kuszące dla każdego inwestora. Licząc, że zyski pojawią się za 5 lat, wyjdą z przyzwoitym zarobkiem. Mało tego. To nie są ludzie, którzy chcą współtworzyć film, nie wpieprzają się, chcą zarobić i podwoić za 5 lat swój kapitał! Brzmi uczciwie? Ilu z Was zdecydowałoby się mając zapas gotówki? Jak to śmiesznie brzmi – gotówki… inwestorzy zastawiają w bankach udziały, sprzedają akcje, zamrażają rezerwy – słowem organizują wszystko tylko nie gotówkę. Gotówka jest droga i nieopłacalna, ale o tym innym razem. Robimy promocję filmu za połowę kasy, za 5 lat inwestorzy dostają 200% kapitału, wychodzą szczęśliwi, a my zgarniamy 100 banieczek z filmu, do którego nie włożyliśmy żadnej gotówki. Tak powstają amerykańskie filmy. I tak powstają fortuny ich twórców.

Ostatnie wpisy z Trochę kultury

Śmierdzący dekoratorzy

Jakim trzeba być troglodytą, żeby iść do parku zachwycać się zielenią, robić dziesiątki foci
Idź na Górę
Przejdź do paska narzędzi