Ocena Polaków po Euro 2016

kategoria: Przemyślenia autor:

Dałem sobie jeden dzień ochłonąć i przemyślałem na spokojnie (bardzo naciągane) nasz występ na francuskim Euro. Nie będzie całkiem słodko, ale pochwał nie zabraknie.

SKUTECZNOŚĆ ATAKU

Jedziemy z grubej rury: skuteczność w ataku była mała. Niestety sytuacji bramkowych nie było zbyt wiele, do tego sporo z tego zmarnowaliśmy. Tu przychodzi na myśl jedno nazwisko: Milik. Nie będę na nim psów wieszał, bo szanuję jego pracę w zespole, podziwiam jego umiejętności, ale strzelecko się nie popisał. Fakt, zdobył jednego gola, ale bądźmy szczerzy, nie tego oczekuje się od napastnika po pięciu meczach. Tu uczciwie muszę przywołać drugie nazwisko, naszego kapitana z takim samym dorobkiem. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie mówię, że grali słabo, grali źle – wręcz przeciwnie, uważam, że wnieśli dużo do zespołu, w szczególności waleczny Lewandowski, któremu zdawało się nie ubywać sił. Po prostu strzelali mało, do tego w większości niecelnie.

Nie tego oczekuje się od napastnika po pięciu meczach

GRA PRESSINGIEM
To nowa jakość w naszym zespole, potrafimy zacząć pressing od samej linii ataku, walcząc agresywnie o odbiór piłki. Tu brawa należą się obydwu wcześniej wymienionym przeze mnie graczom, ich zaangażowanie w odbiór piłki, wsparcie linii pomocy, a niekiedy i obrony pokazuje, jak nowoczesny futbol wytrenowali w swoich klubach. Rozwijają się chłopaki i życzę im wielu sukcesów. To nie był turniej ofensywny, rządziła u nas defensywa, która skutecznie rozbijała większość ataków. Choć patrząc na to, co pokazaliśmy w meczu z Portugalczykami, prezentując słowiańską Tiki-Takę, udowodniliśmy, że i w ataku mamy coś zaskakującego do zaprezentowania. Oczywiście można mieć niedosyt, że finezyjna wymiana piłki nie była zwieńczona golem, ale i tak jeszcze długo będziemy cieszyć tą akcją oko.
ZAPORA OGNIOWA
Nie lubiłem Pazdana, no nie wiem, jakoś mnie irytował, wydawał mi się chaotyczny, i jakiś taki… dziki (nie jak Peszko, ale jednak). To co zobaczyłem na tym turnieju, od razu zmieniło moje o nim mniemanie. To klasowy obrońca, mający oczy dookoła głowy i świetne wyczucie piłki. To co wziąłem na nieprzewidywalny chaos, a to wyskok w stylu kung-fu, a to długi wślizg w polu karnym, okazały się na tyle powtarzalne i skuteczne, że uznałem to za jego umiejętność i to na wysokim poziomie. Radził sobie ze światowej klasy gwiazdami jak Ronaldo, czy Müller. Nie czuli się przez to, jak na boisku treningowym, tylko ostro gryźli murawę. Nie sposób tu wspomnieć o uzupełniającym go Gliku, jemu należą się równie wielkie brawa, szczególnie za mecz z Portugalią, w którym z tej pary prezentował się chyba lepiej. Razem tworzą dobrany duet broniący naszej bramki w obrębie pola karnego. To oni zabierają skutecznie robotę bramkarzowi. I chwała im za to.
To oni zabierają skutecznie robotę bramkarzowi.
SZCZĘŚLIWE KONTUZJE
Jakkolwiek to przewrotnie i kpiarsko brzmi zapewniam, że nie cieszę się z czyjegoś urazu. Kontuzja, ma wpływ nie tylko na sprawność fizyczną, ale i psychikę poszkodowanego gracza. Po takim czasie przygotowań i walki w eliminacjach, nadchodzi wielki turniej, a Ty łapiesz kontuzję. Teraz. I nie wygoi się do następnego meczu, lekarz Cię już zapewnia. Wściekłość i żal do siebie, że nie było się bardziej ostrożnym. Stało się, przyszli zmiennicy i błysnęli. Mowa oczywiście o Kapustce i Fabiańskim. Dwóch szczęśliwców z ławki rezerwowych, którzy dostali od losu swoje szanse. Chwycili byka za rogi i pokazali się z bardzo dobrej strony. Z tym, że ich drogi się rozeszły. Kapustka poza błyskami geniuszu miewał głupie błędy, dość słabo pracował w obronie, nie czuje jeszcze tego europejskiego futbolu. Pierwszy zachwyt nad nim minął, pewnie dostanie oferty od lepszych klubów, ale uważałbym na jego miejscu z podbojem Europy, czas chyba jeszcze z rok, dwa popracować na polskich boiskach, a potem przymierzyć się na zachód, żeby nie zaczynać od głębokich rezerw. Co do Fabiańskiego wylałem przed telewizorem morze zachwytu i nie zamieniłbym go już w bramce choćby i na samego przemądrzałego Tomaszewskiego. Precyzyjnie i pewnie gra nogami, ma instynkt bramkarski, wie gdzie się ustawić, dobrze gra na przedpolu, przewiduje ruch piłki i jak już idzie na piłkę to bez zawahania. Kilka klasowych interwencji sprawi, że u jego agenta rozdzwonią się telefony. To jego czas, niech się pnie w górę.
DZIKUS JEDEN
Mieszkałem kiedyś ze Sławkiem na jednym osiedlu, widywałem go w spożywczaku i w okolicy. Dziki, rozbiegany wzrok, jakby trochę przestraszony, czy nieśmiały, ale nic, ma do tego prawo, jest tylko człowiekiem. Niestety dla niego, gra zupełnie tak samo: byle dostać piłkę i rura do przodu, a przyspieszenie ma przy tym niezłe. Tylko, że na tym pomysł się kończy, robi potem coś tak nieskładnego, albo zakończonego głupim faulem, że aż oczy bolą. Wiem, że ławkę na pewnych pozycjach mamy krótką, ale nie akurat na jego. Po co zabierać miejsce jakiemuś wartościowemu napastnikowi, który mógłby posiedzieć Milikowi na ogonie? Dawniej w Lechu ten chaos przynosił efekty sezon czy dwa i tyle, nie podniósł swoich umiejętności ani odrobinę, podczas kiedy reszta zespołu poszła do przodu. Przykro mi Panie Sławku, nie widzę Pana w kadrze.
Zakończonego głupim faulem, że aż oczy bolą.
NOWA NADZIEJA
Często mylnie nazywany trenerem, a to nie on podnosi kwalifikacje swoich zawodników poprzez wielogodzinne ćwiczenia. Robią to trenerzy w ich miejscu pracy, czyli w klubie z którym wiąże ich umowa. Tam pracują na co dzień, odbywają treningi, grają sparingi i ćwiczą pojedyncze elementy piłkarskiego rzemiosła. Na zgrupowaniach kadry też się trenuje, żeby nie wypaść z formy, ale zajmuje się tym sztab szkoleniowy selekcjonera, nie on sam. Selekcjoner z dziesiątek piłkarzy będących z dobrej formie, wybiera kilkunastu, których widzi w swoim składzie i rozdziela im zadania, czasami zupełnie różne, niż te otrzymywane w klubie. Selekcjoner zajmuje się taktyką, obmyślaniem wariantów gry i dostosowywaniu ich do charakterystyki zawodników, których posiada i ich aktualnej dyspozycji. Jest rodzajem mentora, ojca, który karze i nagradza, za efekty i zaangażowanie, ale jest ojcem opanowanym, konstruktywnym i godnym zaufania. Te cechy posiada Adam Nawałka, selekcjoner z klasą, dobrze prezentujący się i wypowiadający, ale przede wszystkim potrafiący z piłkarzy zebranych z lig i klubów o różnym poziomie stworzyć zgrany zespół. Panie Adamie, dziękujemy i czekamy na mundial.
KARA OD SĘDZIÓW
Jak sama nazwa wskazuje karne to kara za to, że nie potrafiło się wygrać ani podczas 90 minut, ani podczas ofiarowanych 30 kolejnych. Musi być kara! Wstawiacie bramkarza na linię, a Wy kolejno zawodników na 16 metr i strzelacie. Co strzał zamiana ról. Kto się więcej razy pomyli, przegrywa. Nieco jak gra w rosyjską ruletkę. Nawet jeśli masz opanowany obrót magazynka do perfekcji, kiedyś się wreszcie pomylisz… Bum, i nie ma punktu. Zdarzyło się Błaszczykowskiego, zdarzało się wcześniej i Ronaldo na Euro, i Messiemu w finale Copa America. Tego dnia padło na Kubę. Całe szczęście powszechnie nie zrzuca się na niego winy, jest w naprawdę niekomfortowej sytuacji i trzeba go wspierać. Kto wie na jakiej fazie byśmy się zatrzymali gdyby nie jego bramki.
Tego dnia padło na Kubę…
PRZYŚPIEWKI
Nie należę do środowiska kibicowskiego, nie chodzę na mecze ligowe, futbol oglądam najczęściej poprzez szklany ekran. Co nie odbiera mi możliwości wypowiedzenia się na temat kibicowania, to w końcu część widowiska, które oglądam dla rozrywki. Nie będę się wypowiadał o ekscesach Rosjan, Chorwatów czy Anglików, skupię się na wsparciu naszego zespołu. A tu należą się wielkie brawa, kibice przybyli licznie, byli widoczni i aktywni. W dodatku większość z nich zachowywała się kulturalnie i wesoło np. bitwa na przyśpiewki z kibicami Irlandii. Tylko właśnie te przyśpiewki, o ile podczas swoistego turnieju „Ogórek, ogórek” był bardzo kreatywny, o tyle na trybunach repertuar zamyka się w skromnym demo, zamiast dwupłytowym albumie. Ileż razy można słuchać „Gramy u siebie”, „Biało-czerwoni”, czy „Jeszcze jeden”? Nie chcielibyście takiej zabawy, jak na sektorach wcześniej wspomnianych Irlandczyków, śpiewów, jak u Anglików czy wybuchów spontaniczności, jak u Islandzkiego komentatora? Ja bym chciał. I nie chcę tu ganić kibiców, który wiernie i donośnie dopingują naszych, ale chciałbym widzieć w tym większą zabawę, niż patetyczne odśpiewanie hymnu.
Ileż razy można słuchać „Gramy u siebie”, „Biało-czerwoni”, czy „Jeszcze jeden”?
Zagraliśmy w 2016 roku świetny turniej, doszliśmy niepokonani do ćwierćfinału wielkiej piłkarskiej imprezy, a i tam odpadliśmy dopiero w karnych, grając jak równy z równym, z drużyną, której jeszcze kilka miesięcy temu dziennikarze rzuciliby nas na pożarcie. Już wiemy, że zanotujemy niedługo awans na najwyższą pozycję, w historii naszej reprezentacji, klasyfikacji FIFA. Ale nie to jest najważniejsze, to tylko liczby i statystyki. Liczy się widoczny duch zespołu, zaangażowanie w grę i rosnące niepokornie ambicje, poparte dobrymi występami. Aż chce się kibicować z całych sił. Dziękuję Polsko!

Ostatnie wpisy z Przemyślenia

Mózgulatura #007 Lusterko

Rozprawa nad lusterkiem: jak długo czekało na swoje 5 minut, historia dwóch dziurek i nerwica

Mózgulatura #005 Słuszny system kar

Krótki poradnik dla rodziców dzieci niegrzecznych, niesfornych, rozbisurmanionych, adehadowskich oraz rozwydrzonych. Śmieszne słowo,
Idź na Górę
Przejdź do paska narzędzi