Polowanie z drugiej ręki

kategoria: Poznaję świat autor:

Byłem ostatnio w lumpeksie, ciucholandzie, second handzie, czy jak się u Was mówi na sklep z używaną odzieżą i zaobserwowałem grupy klientów, najczęściej kobiet, o bardzo powtarzalnym zachowaniu.

Trafiłem na sobotnią dostawę w jednym z popularniejszych tego typu przybytków w mieście. Ruch spory, ale na wieszakach widać sporo dobrej jakości ciuchów, więc nie ma się co dziwić. Nagle zdałem sobie sprawę, że widzę jak jedna za drugą klientka zachowuje się identycznie. Kilka powtarzających się w kółko rodzajów zachowań. Wyglądało to jakby każda miała swoją profesję, swój styl szukania skarbów lub okazji.

SKARBY CZY OKAZJE
Wyróżnia się dwa typy klientów sklepów z odzieżą używaną: tacy, którzy szukają czegoś oryginalnego, dobrej jakości i znanej marki, oraz tacy, którzy jeśli by wrzucić towar za 50 groszy to kupią nawet dziurawy czy 2 rozmiary za duży. Się zszyje, będzie dobre, najwyżej wydam matce. Klienci ekonomiczni kupują cały koszyk, a płacą 21 złotych. My skupimy się raczej na pierwszych, bo dzień, w którym byłem przypadał na oczekiwaną od kilku dni dostawę towaru. Tu walczą zawodowcy. Druga grupa prychłaby z oburzeniem na cenę dnia: 70 zł/kg i wybiegła ze sklepu marudząc.
Się zszyje, będzie dobre, najwyżej wydam matce.
MRÓWECZKI
Część kobiet (będzie mi łatwiej opisywać, jeśli pozwolę sobie na takie generalizowanie) bierze sobie za cel obejrzeć wszystko, nie przepuszczą ani jednego wieszaka, ani jednego ciucha w koszu czy kopniętego pod regał buta. Kartkują te bluzeczki, sweterki, spódniczki i podomki jakby to była dwunastotomowa encyklopedia, raz na jakiś czas zatrzymując się na ilustracji – szybki rzut oka i buch do koszyka, szkoda czasu przyglądać się bliżej, zobaczy się w przymierzalni, trzeba jechać dalej zanim ta małpa obok wszystko wyzbiera. I idą z tymi tobołami ustawić się w długiej kolejce im podobnych hurtowników zerkając z zazdrością na niektóre koszyki rywalek. W większości obeznane są z panującymi tu zasadami „Max 10 rzeczy do przymierzalni”, ale zawsze znajdzie się jakaś świeżynka albo sierotka, która się w tym szale zapomni i wzięła ze 12 sztuk. I jest płacz, bo już jej kolej do przymierzalni, a tu część trzeba oddać. Szybka selekcja i dwie wpadają do obiegu wtórnego, odwieszone na specjalny wieszak przy przymierzalni.
Szybka selekcja i dwie wpadają do obiegu wtórnego.
SĘPY I HIENY
Tu wkracza grupa, która zaintrygowała mnie najbardziej: sępy. Krwiożercze bestie, o niepozornym wyglądzie, lotem błyskawicy rozszarpują takie okazje. To profesjonalistki, spokój z jakim czekają na takie okazje jest zadziwiający. Przychodzą najczęściej same, bo zabranie koleżanki, by można było w międzyczasie poplotkować, byłoby strzałem w kolano w momencie pojawienia się jakiejś wyjątkowej okazji. Oprócz nich jest kilka hien, które nieco gapowate załapią się co najwyżej na ochłapy po sępach, jak niczego nie znajdą po 10 minutach idą dalej. A sępy zostają, czasami nawet po 2-3 godziny. Dlaczego to robią? Zamiast samemu przeczesywać tonę ciuchów, z czego jakieś 20% najlepszych jest właśnie w obiegu, czekają aż inne dokonają za nie selekcji. Po co tracić czas na szukanie, jak robi to za nas kilkadziesiąt kobiet na godzinę? Z jakiegoś powodu wybrały te ciuchy i ustawiają się jak lemingi do przymierzalni. Wszystkich nie kupią: a to za dużo, a to za drogo, a to za małe, a to nie pasuje do butów. I dużą część z nich trafia znowu do obiegu i tu jest pole do popisu dla stosunkowo niewielkiej, ale agresywnie walczącej grupy sępów. Szybki rzut oka i lotem koszącym zgarniają co ciekawsze okazy. Oczywiście nie każdy bubel, odrzucają rzeczy od osób o wyjątkowo odmiennej figurze oraz wyjątkowo odmiennym guście. Naliczyłem cztery takie snajperki. Nie rozmawiają ze sobą, stoją dość spokojnie, ukradkiem zerkając na Fejsa czy tkwią w zamyśleniu. Ale cały czas skanują wieszak zwrotów, błyskawicznie reagując na przybywający tam towar. Nie doskakują jak poparzone do każdego badziewia, które się tam pojawia, szybko oceniają wstępną wartość znaleziska, nie robiąc z siebie idiotki szczypiąc każdą odwieszaną rzecz jak hieny. Pod ich nogami leży koszyk skromnie wypełniony albo jeszcze pusty.
Nie doskakują jak poparzone do każdego badziewia.
AMATORZY
Poruszają się chaotycznie, przeskakują między wieszakami jak gazele, skubiąc od czasu do czasu jakiś ciuszek. Koszyki najczęściej puste albo z bublem, który zaraz odwieszą. Nie kupią nic, albo coś w miarę bezpiecznego za parę złotych. Ostatecznie więcej za używaną rzecz przecież nie dadzą, choćby to była kurtka ze skóry od Prady. Spojrzą kiedy jest taniej i nie wrócą, bo zapomną, albo nie będą mieli czasu.
STUDENCI I ŚMIESZKI
Słyszeli, że można tu tanio dostać fajne ciuszki, ale przyszli się pochichrać. Niby szukają czegoś dla siebie, ale większą radość sprawia im pokazanie się koleżance w zielonym kapeluszu słomkowym, poranniku z Kubusiem Puchatkiem czy kozaczkach w panterkę. Najgorsze, że czasami to kupują. Ale zabawa jest przednia, kwikom i śmiechom nie ma końca. Raczej bywają w tygodniu, bo z jakiś nieznanych mi przyczyn studenci dzienni mają wtedy czas, kiedy cena jest do 30 złotych za kilo, żeby nie nadwyrężyć napiętego studenckiego budżetu. Bluzka droższa niż pół kawy na mieście mogłaby wywołać skandal.
Koszyki najczęściej puste albo z bublem, który zaraz odwieszą
TEKSTYLNA EKONOMIA
Ktoś wyrzucił ciuch, którego już nie nosi. Po prostu wpakował go do specjalnego pojemnika na osiedlu. Jeśli uzbiera się 100 takich pojemników, firma zajmujące się recyklingiem ubrań kupi kilka rowerków dla biednych dzieci. Porządki w szafie plus dobry uczynek, czego chcieć więcej? Sumienie uspokojone, teraz do gry wkracza organizator tej akcji, zabiera zawartość pojemników i wiezie ciężarówkami do sortowni. Tam wszystko trafia na ogromną taśmę, gdzie kilkunastu pracowników (zgadnijcie jakiej płci) zgarnia kolejno rzeczy według znanego sobie klucza i wrzuca je do odpowiedniego pojemnika. Reszta dziewczyn robi to samo, to co nie zejdzie z taśmy idzie na szmaty albo do rozdrabniarki, gdzie jest cięte na małe kawałeczki używane np. jako wypełniacz przy pakowaniu. Reszta trafia do worków w trzech kategoriach cenowych: premium, standard lub ekonomiczny. Nikt tych ciuchów już nie ogląda, nie wycenia, nie ma na to czasu. Worek się zamyka i czeka na nabywcę. To czy bluzeczka od Gucciego w dobrym stanie trafi do worka premium zależy od szybkiej oceny pracownicy, dlatego w workach ekonomicznych zdarzają się takie perełki, na których bidulki się nie poznały lub przeoczyły. I nikt nie robi z tego wielkiego problemu, ba! hurtownicy nawet specjalnie o tym wspominają, żeby pozbyć się tańszego towaru.
I nikt nie robi z tego wielkiego problemu…
I kupują duże second handy i mniejsze hurtownie puszczając towar w obieg. Przypominam, że towar raz był już sprzedany, jego wartość w oczach dotychczasowego nabywcy spadłą do zera i go wyrzucił. Teraz jego cena dochodzi z powrotem nawet do 50% jego początkowej wartości! Magia! Każdy z lumpeksów ma swoją strategię, jedni biorą całe auto tych najtańszych i wrzucają na sklep, inni te premium, umieszczając starannie na wieszakach. Zasady dotyczące cen są jednak podobne u obydwu. W dniu dostawy cena jest maksymalna, dzień przed dostawą nawet 10 razy mniejsza. Dlaczego? Ano dlatego, że przyjmuje się, że z dnia na dzień ubywa tych najlepszych ciuchów. Czy to prawda? W dużej części tak, ale może się zdarzyć, że po kilku dniach dostaniesz coś, na czym nie poznali się klienci i to w zaskakująco niskiej cenie. Może to, co masz w ręce dziś, pojutrze będzie połowę tańsze? Może przecież nikomu nie odpowiadać, nie pasować lub być danego dnia za drogie.
Pierwszego dnia kupują zawodowcy i naiwniacy, następnego łowcy dobrego towaru, przez następne kilka dni szare masy, ostatnie to raj dla klientów ekonomicznych, wracają wtedy z trzema siatkami za cenę olejku do e-papierosa. Większości z tych ciuchów nie założą, reszty dla własnej przyzwoitości nie powinni. Na sklepie zostaje 30-40% towaru. Co się z nim dzieje? Wyrzuca się go? A gdzieżby tam! Przecież to, że nie spodobał się naszym klientom, w naszym mieście, nie znaczy, że nie spodoba się innym. Sieciowe lumpeksy przerzucają towar między punktami, najlepiej w innym mieście. Mniejsze muszą znaleźć kogoś chętnego do wymiany. Ty mi jeden worek, ja Ci jeden worek i połowa z tego zejdzie. Reszta idzie na szmaty albo na przemiał.
Co się z nim dzieje? Wyrzuca się go? A gdzieżby tam!
Cykl życia ubrań jest fascynujący, ma początek w afrykańskiej plantacji bawełny, przechodzi przez małe chińskie rączki, podróżuje więcej niż Ty w ciągu całego swojego życia i trafia do obiegu wielokrotnie, ciesząc nie jednego, ale wielu nabywców. Bo być może i Tobie znudzi się nabyty używany ciuch i też wrzucisz go do specjalnego pojemnika?

Ostatnie wpisy z Poznaję świat

Projekt Czysta Plaża

Nie planowałem tego, ale wylądowałem dzisiaj z workiem na śmieci w ręku i sprzątałem okolice Warty. Poszedłem sobie
Idź na Górę
Przejdź do paska narzędzi