Zwrot w sprawie truskawek

kategoria: Poznaję świat autor:

Pewnie słyszeliście o truskawkach w fiolce, dużo się ostatnio o nich mówi w Internecie, na pewno się z nimi zetknęliście. Więc poszukałem najtańszego sklepu i zamówiłem. Dziś przyszły.

Muszę przyznać, że przesyłka wygląda naprawdę estetycznie, zapakowane niczym ekskluzywna biżuteria. N niestety raz-dwa podarłem i nie mam żadnych zdjęć. W Środku ukazuje się fiolka, raczej niewielkich rozmiarów, a w niej nasza truskawka. Jej czerwień z daleka krzyczy: „zjedz mnie!”. Nie tak szybko, myślę sobie, nie kosztowałaś tyle, co pospolita truskawka z bazarku dla plebsu, o nie, ty jesteś hipsterska, wege i eko. Ciebie trzeba kontemplować, a nie tak bezceremonialnie zjeść.
Ty jesteś hipsterska, wege i eko!
A więc szykuję aparat, znaczy się ten w smartfonie, rozsuwam rolety, żeby było lepsze światło, doświetlam małą lampką, biorę z półki elastyczny statyw, pilota z wyzwalaczem, żeby nie rozmazać zdjęcia oraz mini obiektywy i zaczynamy. A to ze skosa, a to z lotu ptaka, a to z pozycji żaby, makro, rybie oko, kurza twarz. Potem tylko kadrowanie, winietowanie, filtrowanie, testowanie, konsultowanie i już tylko udostępnianie i czekanie. Czekanie jest najgorsze. Ile lajków, jakie komentarze, czy w ogóle ktoś to zauważy. Stres. Wracam na chwilę do truskawki to może się kilka uzbiera. Oglądam z każdej strony, etykietka a’la fiolka z antidotum na nieznaną chorobę, jak z filmów lat 90’tych, biała, nawet przyjemna, fajnie kontrastuje z kolorowym środkiem. A w środku dużo się dzieje, o dziwo czerwień nie zalewa całości, jest tylko przyjemnym sporym dodatkiem. Większość fiolki zajmuje zielona konstrukcja z liści, a raczej szypułek truskawki. Pomysłowe, spora wolna przestrzeń, jaka powstaje daje w środku fajne światło, pewną lekkość. „Jest przez to mniej truskawek”, pomyślałem przez chwilę, ale nie to się przecież liczy, tylko to, jak są podane. A te są podane iście po królewsku. O!, jest i biała puszysta korona.
O dziwo czerwień nie zalewa całości.
Raz kozie śmierć, nie wytrzymam już i otworzę. Otwieram. Z góry wygląda obłędnie, dobywam aparatu i zaczynam kolejne trzaskanie fotek, teraz to będzie dopiero hicior, ludzie posrają się z zazdrości. I trzask pestkę z bliska, i chlast różne faktury, i dalej kilka pod różnym kątem, potem się coś wybierze. Truskawka trochę ciemnieje, trzeba przestać i się za nią zabrać. Już prawie wkładam łapę do środka (phi!, jakby się dało), ale zwątpiłem. Zaraz, zaraz, liście ok, znaczy się szypułki, truskawka ok, ale co to za białe cholerstwo na górze? Śmietana jakaś czy rodzaj posypki? Ale takiej włochatej? Kurwa, to pleśń przecież! Normalna pleśń, nie zawsze jest przecież zielona. No szlag mnie zaraz trafi! Ale chwila, może doczytam co to jest zanim wypieprzę do kubła ten badziew. Może to polewa jakaś czy ozdoba do wyrzucenia przed truskawki spożyciem. Czytam i bah!, drożdżaki! Fajnie, że nie grzyby, ale drożdżaki. Nie lubię z drożdżakami, nie dobrze mi zawsze po nich. A niech to, zamykam truskawkę i już mnie krew zalewa, że będę musiał wyrzucić albo wydać. Ej… chwila, to fajne na prezent, kasa już wydana, a czas potrzebny na poszukanie czegoś oryginalnego zaoszczędzony.
Kto ma niedługo urodziny?